Wyniki dla

Czy akcje Magnificent 7 napędzają nową erę gospodarczą?
Od 7 kwietnia 2025 roku indeks S&P 500 zwiększył kapitalizację rynkową o oszałamiające 7,5 biliona dolarów. Ale co najlepsze: ponad połowa tej kwoty, około 4 bilionów dolarów, pochodzi z zaledwie siedmiu firm.
Coś niezwykłego dzieje się na rynkach, a to zjawisko nosi silikonową koronę.
Od 7 kwietnia 2025 roku indeks S&P 500 zwiększył kapitalizację rynkową o oszałamiające 7,5 biliona dolarów. Ale co najlepsze: ponad połowa tej kwoty, około 4 bilionów dolarów, pochodzi z zaledwie siedmiu firm. Znasz je dobrze: Alphabet, Amazon, Apple, Tesla, Meta, Microsoft i Nvidia.
Znani zbiorczo jako Magnificent 7, ci techniczni giganci to coś więcej niż tylko liderzy rynku. To oni ciągną całe przedstawienie. Ale czy to zwiastuje początek odważnej, nowej gospodarki opartej na AI, czy raczej zbliżamy się do powtórki krachu dot-com, tym razem z błyszczącym kodem?
Akcje gigantów technologicznych: Szaleńczy wzrost wart biliony dolarów napędzany przez zaledwie siedem silników
Porozmawiajmy o liczbach.
Od początku kwietnia Magnificent 7 dostarczyło 9,1 punktu procentowego z 16,8% zwrotu indeksu S&P 500. To oznacza, że pozostałe 493 firmy ledwie poruszyły wskazówkę.

To jak oglądać wyścig Formuły 1, gdzie tylko jeden zespół pamiętał o zatankowaniu samochodów.
Dwa nazwiska napędzają ten wzrost bardziej niż inne:
- Nvidia, wzrost o 42,6%
- Tesla, imponujący wzrost o 53,6%
Obsesja rynku na punkcie AI i autonomii jest tak intensywna, że praktycznie świeci w ciemności. Ale przy tak ogromnym skupieniu na kilku firmach, musimy zapytać – co się stanie, jeśli blask zgaśnie?
Akcje Magnificent 7: Od outsiderów do władców
W 2015 roku Nvidia była najmniejszym graczem wśród gigantów technologicznych. Szybki rzut oka na dziesięć lat później i jest drugim co do wielkości w grupie, dodając 3,2 biliona dolarów wartości. Dlaczego? Jedno słowo: AI.
AI to nie tylko moda – to transformacja całych branż. Ale gdy The Motley Fool zauważył na początku tego roku, że Magnificent 7 faktycznie miało słabsze wyniki (spadek o 4% YTD, podczas gdy S&P 500 wzrósł zaledwie o 0,2%), zasugerowało to, jak szybko może zmienić się sentyment.
Ta zmiana nastąpiła pełną parą wraz z napędem hype’u na AI – a Nvidia zasiadała za sterami.
Trendy na rynku AI: Czy supercykl jest prawdziwy?
Nie da się zaprzeczyć obietnicy AI. Ale nawet wzrost Nvidia wywołuje u niektórych wspomnienia z przeszłości. Analitycy teraz dostrzegają podobieństwa między obecnym wzrostem Nvidia a rajdem Tesli w latach 2017–2021, podczas którego Tesla spektakularnie wzrosła, by do 2024 spaść o ponad 50%.

Strateg rynku Adam Sarhan przedstawił przewrotną, ale trzeźwą opinię:
„Kiedy inwestorzy zakochują się w idei najnowszej innowacji technologicznej, logika schodzi na dalszy plan.”
I nie napędza tego tylko szum medialny. Według MIT Technology Review, Big Tech — myśl Microsoft, Google, Amazon — kontroluje infrastrukturę, moc obliczeniową i globalny zasięg AI. Tego typu dominacja może albo ugruntować następną erę gospodarczą... albo uwięzić nas w niebezpiecznie wąskiej narracji rynkowej.
Jasny punkt Tesli przygasa
Mówiąc o Tesli – pomimo dużego odbicia akcji, dział EV pokazuje oznaki napięcia, zwłaszcza w Chinach, jednym z jej kluczowych rynków.
Rejestracje ubezpieczeń w Chinach spadły o 21% rok do roku w drugim kwartale, a sprzedaż w maju zmalała o 15% względem zeszłego roku. To już ósmy kolejny rok z rzędu spadek w Chinach.
Globalnie Tesla ma też problemy w Europie i USA – częściowo z powodu politycznych zawirowań Elona Muska, zwłaszcza jego powiązań z Donaldem Trumpem. Inwestorzy liczą, że nadchodząca premiera robotaxi w Austin 12 czerwca może zmienić narrację, ale prognozy dostaw sugerują, że Tesla może nie osiągnąć wyniku z 1. kwartału wynoszącego 336 681 pojazdów.
Nawet Musk przyznał, że „stracili trochę na lewym rynku, ale zyskali na prawym.” Mimo to utrzymuje, że Tesla radzi sobie dobrze. Czy rynek się z tym zgadza, wkrótce się przekonamy.
Koncentracja akcji technologicznych: Za duży ciężar na zbyt niewielu barkach?
Oto niebezpieczeństwo. Jak powiedział użytkownik X SightBringer: „S&P 500 to martwy ciężar ukryty za maską Nvidia.” Argumentuje, że gdy 54% wzrostu pochodzi z zaledwie siedmiu akcji, nie widzimy siły rynku – jesteśmy świadkami ukrytej kruchości.
Jeśli wąskie gardła GPU (jak amerykańskie ograniczenia na chip H20 Nvidia), wolne wdrażanie AI lub spory geopolityczne zatrzymają postęp, rally technologiczne może szybko się rozpaść. Dodaj do tego rosnące rentowności obligacji, a możemy zobaczyć bardzo nieprzyjemny zwrot.
Ale, jak to często bywa, Goldman Sachs zauważa, że rynek historycznie rósł po takiej koncentracji. W 2024, gdy top 10 akcji stanowiło 33% S&P 500, indeks nadal rósł.

Więc w jakiej historii żyjemy: ostrzeżenie czy trampolina?
Czy to jest moment Bitcoina czy kolejny hałas?
Co ciekawe, niektórzy inwestorzy już zabezpieczają się. Wzrost Bitcoina w tym roku wywołał debatę na temat potencjalnej rotacji do trudniejszych aktywów zabezpieczających – kryptowalut, złota, a nawet towarów.
SightBringer nazwał akcje technologiczne „sztucznie podtrzymywanymi monetami wiary”, jednocześnie wychwalając „organiczne przyjęcie i suwerenne zapotrzebowanie” Bitcoina.
To barwna metafora – ale wymowna. Jeśli AI zawiedzie, a inwestorzy zaczną wątpić w nieograniczoną przyszłość Big Tech, aktywa takie jak Bitcoin mogą wydać się mniej hazardem, a bardziej planem B.
Więc czy jesteśmy w nowej erze gospodarczej, czy tylko w nowej bańce?
Inwestorzy tacy jak MacroInsight360 ostrzegają, mówiąc, że „dywersyfikacja jest ważniejsza niż kiedykolwiek.” Sean Wilson mówi to bardziej dosadnie: „To, co wznosi, poprowadzi też do upadku.”
Według niedawnej analizy The Kobeissi Letter, sama Nvidia przyczyniła się do 12,1% wzrostu S&P 500. Za nią plasują się Microsoft (10%) i Apple (5,5%). Potknięcie któregokolwiek z nich mogłoby wstrząsnąć całością rynku.
Techniczna perspektywa Tesli
Big Tech to już nie tylko część rynku - to sam rynek. AI, autonomia i chmura zmieniają wszystko – od sposobu inwestowania po sposób pracy. Jednak istnieje realne ryzyko, gdy stawiamy wszystkie żetony na jedną stronę stołu.
Więc czy Big Tech wprowadza nową erę gospodarczą? Możliwe. Ale historia ma sposób na upokorzenie nawet najbardziej pewnych prognoz.
W chwili pisania tego tekstu, wzrost Nvidia pokazuje oznaki wyczerpania na ważnym poziomie oporu, sugerując możliwy spadek. Najnowsze wykresy wolumenu pokazują jednak malejącą presję sprzedaży spotykaną z silną presją kupujących, sugerując możliwy wzrost.
Jeśli spadek się zmaterializuje, ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomach $133,45 i $110,00. Jeśli kupujący podejmą próbę wzrostu, mogą napotkać trudności na głównym poziomie oporu $143,75, który wcześniej hamował rynek.

Czy obserwujesz wspaniałą siedmiorkę akcji? Powinieneś!
Możesz spekulować na NVDA za pomocą konta Deriv MT5.

Co siła rentowności obligacji skarbowych i słabość dolara oznaczają dla Bitcoina
Coś dziwnego dzieje się na rynkach, a Bitcoin może to po cichu uwielbiać.
Coś dziwnego dzieje się na rynkach, a Bitcoin może to po cichu uwielbiać.
Przez lata dolar amerykański i rentowności obligacji skarbowych poruszały się synchronicznie niczym dobrze wyćwiczone pary taneczne. Kiedy rosły rentowności, rosło też notowanie dolara. Tak to powinno działać. Wyższe rentowności sygnalizują siłę gospodarczą, przyciągają zagraniczny kapitał i wzmacniają dolara. Podstawy teoretyczne.
Ale nie w tej chwili.
Od początku kwietnia rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła z 4,16% do 4,43%. W tym czasie indeks dolara amerykańskiego (DXY) spadł o ponad 5%, zbliżając się do poziomów niewidzianych od prawie trzech lat.

W tym czasie indeks dolara amerykańskiego (DXY) spadł o ponad 5%, osiągając poziomy niewidziane od prawie trzech lat.

To poważne odłączenie - te dwie wartości nie poruszały się tak niezależnie od siebie od lat.
To nie tylko dziwny przebłysk na wykresach. Ten rozkład korelacji wskazuje na coś głębszego: rosnącą niepewność wobec aktywów USA, napędzaną przez ingerencje polityczne, niestabilność fiskalną i narastające wątpliwości co do niezależności banku centralnego. I w tej niepewności Bitcoin może znaleźć nieoczekiwany wiatr w żagle.
Załamanie się makromacierzy korelacji rynkowej
Aby zrozumieć, dlaczego to ma znaczenie, musimy spojrzeć na kluczową kwestię: zaufanie inwestorów.
W normalnych warunkach rosnące rentowności USA są korzystne dla dolara. Odzwierciedlają one silny wzrost lub oczekiwane zaostrzenie polityki Fed, co przyciąga zagraniczne napływy kapitału. Ale w tym przypadku rentowności rosną z niewłaściwych powodów. Inwestorzy żądają większej rekompensaty za trzymanie amerykańskiego długu, ponieważ postrzegają większe ryzyko - a nie większą odporność.

Dlaczego ta zmiana?
- Niedawne groźby taryfowe Trumpa i niestabilne podejście fiskalne dodają obaw, że tworzenie polityki staje się niebezpiecznie nieprzewidywalne.
- Obniżenie ratingu przez Moody’s oraz rosnące obawy dotyczące deficytu USA napędzają spekulacje na temat trwałości amerykańskiego zadłużenia.
- I co może budzić największy niepokój, publiczne ataki prezydenta Trumpa na przewodniczącego Fed Jerome’a Powella rzucają długi cień na postrzeganą niezależność banku centralnego.
Wszystko to sumuje się do czegoś, czego inwestorzy nienawidzą: niepewności co do reguł gry.
Jak powiedział Shahab Jalinoos z UBS: „Jeśli rentowności rosną, bo amerykański dług jest bardziej ryzykowny... to jednocześnie dolar może słabnąć.” Innymi słowy, USA zaczynają przypominać taki rynek, gdzie wyższe rentowności nie budzą zaufania - budzą ostrożność. To częstsze zjawisko na rynkach wschodzących niż na wiodącej światowej walucie rezerwowej.
Czy to oznacza trwałą zmianę w relacji rentowności a dolara?
Skutki tej zmiany wykraczają daleko poza rynki obligacji i walut. Jak zauważyli analitycy Goldman Sachs, załamanie relacji między dolarem a rentownościami „stanowi wyzwanie dla obu powszechnych zabezpieczeń portfela.” Jeśli dolar i obligacje są pod presją jednocześnie, tradycyjne strategie dywersyfikacji zaczynają się rozpadać.
A gdy portfele tracą swoje stabilizatory, inwestorzy szukają alternatyw.
Złoto historycznie pełniło tę funkcję - i notowało wzrosty. Ale Bitcoin teraz pojawia się na tej samej liście, zwłaszcza dla tych, którzy widzą erozję zaufania instytucjonalnego jako większy problem. Jak powiedział Michael de Pass z Citadel Securities, siła dolara amerykańskiego zależy od „integralności instytucjonalnej… rządów prawa… przewidywalnej polityki.”
Jeśli to wszystko zniknie, fundamenty zaczną pękać.
Na scenę wchodzi Bitcoin.
Analiza rynku Bitcoin: Gdzie mieści się BTC?
Bitcoin często opisywany jest jako zabezpieczenie przed inflacją lub cyfrowe złoto – ale w praktyce zachowuje się bardziej jak aktywo wysokiego ryzyka o wysokiej beta. Oznacza to, że rośnie, gdy inwestorzy czują się pewni i mają dużo płynności, a spada, gdy uciekają z rynku.
Dlaczego więc rośnie teraz, nawet gdy rentowności rosną? Bo nie wszystkie skoki rentowności są takie same.
Gdy rentowności rosną dzięki wzrostowi gospodarczemu lub optymizmowi technologicznemu, jak boom produktywności napędzany AI, Bitcoin i akcje mogą iść w górę razem. Ale gdy rentowności rosną z powodu dysfunkcji polityki lub obaw o wiarygodność kredytową USA, narracja się odwraca.
W obecnym środowisku krypto korzysta nie tylko ze spekulacji. Korzysta z wątpliwości – konkretnie z wątpliwości co do systemów, które kiedyś uważano za nie do ruszenia. Bitcoin został stworzony w odpowiedzi na utratę zaufania do tradycyjnych finansów. Gdy to zaufanie ponownie się eroduje, nie dziwi, że BTC zyskuje na wartości.
Wydajność Bitcoina kwitnie w chaosie… czasami
Nie twórzmy jednak wrażenia, że Bitcoin to idealna ochrona. Jest zmienny, emocjonalny i nadal szuka swojego miejsca w portfelach instytucjonalnych.
Jego siła tkwi jednak w neutralności. Nie jest związany z żadnym rządem. Nie zależy od wiarygodności banku centralnego. A gdy tradycyjne bezpieczne przystanie zaczynają wyglądać na chwiejne, tak jak teraz dolar i obligacje skarbowe, Bitcoin staje się swego rodzaju filozoficzną ochroną, choć nie jest idealnie niezawodny.
Co więcej, gdy zarządzający kapitałem chcą zabezpieczyć ekspozycję na dolara lub zdywersyfikować portfele z aktywów skoncentrowanych na USA, rośnie trend na krótkie pozycje przeciw dolarowi lub zakup alternatyw, takich jak złoto, jen, frank szwajcarski – i tak, krypto.
Techniczna prognoza Bitcoina: Co to oznacza dla traderów
Dla traderów ten rozpad korelacji to nie tylko ciekawostka naukowa – to sygnał, że rynek może niedoszacowywać ryzyko.
Gdy rentowności rosną, dolar spada, a Bitcoin rośnie, wszystko naraz, coś jest nie na miejscu. Dodaj do tego fakt, że VIX, wskaźnik strachu Wall Street, ma tendencję spadkową, i masz rynek, który na powierzchni zachowuje spokój, podczas gdy fundamenty cicho się przesuwają.
Tego rodzaju rozbieżność może powodować zmienność wynikającą z lekkomyślności, gdzie nagłe ruchy występują nie dlatego, że strach jest wysoki, ale dlatego, że nikt ich nie przewiduje. Dla zręcznych traderów otwiera to drzwi do nagłych wybicia, fałszywych sygnałów i strategii powrotu.
W chwili pisania Bitcoin odczuwa pewną presję spadkową w strefie sprzedaży, co sugeruje, że wkrótce może nastąpić wzrost. Jednak ostatnie dni przyniosły równą presję sprzedaży i kupna, a ostatnie kilka świec wykazuje rosnącą presję sprzedaży. To sugeruje, że możemy zobaczyć znaczące spadki przed wzrostem.
Jeśli ceny dalej spadną, mogą znaleźć wsparcie na poziomach 102 800 $, 93 400 $ i 82 800 $. Jeśli wzrost powróci, ceny mogą utrzymać się na historycznym szczycie.

Czy śledzisz ruchy cen Bitcoina? Możesz spekulować na BTCUSD z kontem Deriv MT5.

Jak wysoko mogą wzrosnąć ceny surowców na fali handlu i ryzyka?
Na rynku robi się głośno, i to nie tylko na parkiecie. Gdy napięcia rosną, to surowce kradną show.
Na rynku robi się głośno, i to nie tylko na parkiecie. Od ataków rakietowych głęboko na terytorium Rosji po odnowione groźby taryfowe Donalda Trumpa, rynki znów są w stanie napięcia. Gdy napięcia rosną, to surowce kradną show.
Złoto błyszczy, srebro rośnie, a inwestorzy cicho wyceniają koniec pokoju. W obliczu powrotu ryzyka geopolitycznego i chwiejnej dyplomacji światowej, rajd twardych aktywów może być daleki od zakończenia.
Złoto odzyskuje koronę aktywu bezpiecznej przystani
Ceny złota wzrosły na początku tygodnia o ponad 2%, osiągając trzytygodniowy szczyt. Co zaoferowało impuls?
Idealna burza: spadające zaufanie, osłabiający się dolar i rynek wyraźnie napięty. Dla wielu inwestorów złoto pozostaje niezawodną tarczą w trudnych czasach – czy to wojna, inflacja, czy niestabilność finansowa.
Najnowsze napięcia między USA a Chinami oraz coraz śmielsze uderzenia Ukrainy na rosyjskiej ziemi ponownie rozbudziły popyt na tradycyjne aktywa bezpiecznej przystani. Dodajmy do tego prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych przez główne banki centralne, a złoto znalazło solidną podstawę do wzrostu. Pamiętaj, złoto nie przynosi odsetek – gdy stopy spadają, koszt utrzymania złota też maleje, co czyni je bardziej atrakcyjnym.
Jednak poza polityką pieniężną i nastrojami makroekonomicznymi, złoto korzysta także z szerszej zmiany narracji: rynki nie boją się już tylko inflacji czy wzrostu gospodarczego – wyceniają możliwość strukturalnie bardziej ryzykownego świata.
Przemysłowy popyt na srebro wychodzi na pierwszy plan
Podczas gdy złoto często dominuje nagłówki, srebro cicho kradnie show. Nie jest tylko naśladowcą – rośnie dzięki własnym zasługom. Srebro stoi na unikalnym skrzyżowaniu: jest zarówno przystanią w trudnych czasach, jak i koniem pociągowym w przemyśle. To czyni je szczególnie wrażliwym na obawy związane z łańcuchem dostaw, a obecnie te obawy rosną.
Co jest głównym katalizatorem? Weekendowe oskarżenie Donalda Trumpa, że Chiny „całkowicie złamały” umowę handlową zawartą w Genewie.

Choć szczegóły są skąpe, raporty wskazują na nieprzyspieszenie przez Chiny zobowiązań dotyczących rzadkich minerałów ziem rzadkich – materiałów kluczowych dla zaawansowanej technologii, zwłaszcza w pojazdach elektrycznych. Komentarze Trumpa nie tylko wzburzyły atmosferę – ponownie wzbudziły obawy o globalny dostęp do kluczowych komponentów, od których zależą sektory motoryzacyjny i technologiczny.
I tu wkracza srebro. W obliczu potencjalnego niedoboru magnesów ziem rzadkich i ostrzeżeń producentów samochodów o możliwych przestojach produkcyjnych, popyt na srebro – szeroko wykorzystywane w pojazdach elektrycznych, elektronice i technologii solarnej – zyskuje dodatkowy impuls. Nie chodzi tylko o ucieczkę od ryzyka, ale o wyprzedzenie zakłóceń.
Srebro, korzystające zarówno z napływu kapitału jako bezpieczna przystań, jak i z narastających ograniczeń przemysłowych, zyskuje na wartości wraz ze złotem – a w pewnym sensie nawet z jeszcze bardziej przekonujących powodów.
Miedź dołączyła również do wzrostów, skacząc prawie o 6%, gdy inwestorzy przygotowywali się na potencjalne amerykańskie cła na metal przemysłowy, a osłabiający się dolar dodał impetu. Ten wzrost odzwierciedla narastającą obawę o zakłócenia podaży związane z handlem, sięgające poza metale szlachetne.
Dolar słabnie, gdy metale zyskują na wartości
Jednocześnie dolar słabnie, co daje surowcom kolejny impuls wzrostowy. Słabszy zielony znak zazwyczaj podnosi atrakcyjność aktywów wycenianych w dolarach, takich jak złoto i srebro, czyniąc je bardziej atrakcyjnymi dla międzynarodowych nabywców.

Do tego dochodzą rosnące oczekiwania obniżek stóp procentowych przez główne banki centralne, a warunki do rajdu metali zbierają się w zgrabny sposób.
Europejski Bank Centralny jest powszechnie przewidywany do obniżki stóp w tym tygodniu, a kilku urzędników Rezerwy Federalnej USA, w tym Christopher Waller, zasugerowało, że łagodzenie może nastąpić przed końcem roku. Niższe stopy zmniejszają koszt alternatywny posiadania aktywów nieprzynoszących odsetek, takich jak złoto, jednocześnie potencjalnie napędzając inflację – podwójny impuls dla metali szlachetnych.
To klasyczna formuła: napięcia geopolityczne plus łagodne banki centralne równa się siła złota. Srebro, z jego podwójną narracją, zyskuje dodatkowy impuls.
Ryzyko geopolityczne spotyka się z niepewnością na rynku
Wszystko to dzieje się, gdy inwestorzy przygotowują się na szczególnie napięte kilka tygodni. Obok decyzji dotyczących stóp procentowych i aktualizacji danych o inflacji, rynki oczekują kluczowego amerykańskiego raportu o zatrudnieniu, który może dodatkowo wpłynąć na oczekiwania polityki monetarnej. Pojawiają się również rozmowy o potencjalnej rozmowie telefonicznej między Trumpem a chińskim prezydentem Xi Jinpingiem, mającej na celu ratowanie utknietych rozmów handlowych. Jednak w tym momencie rynki wydają się mniej zainteresowane słowami, a bardziej skupione na działaniach – lub ich braku.
Obawy dotyczą nie tylko niepowodzenia dyplomacji – to także strategiczne załamania ze skutkami gospodarczymi. Od korytarzy energetycznych w Europie Wschodniej po minerały napędzające technologię następnej generacji – stawki są już nie tylko polityczne, ale także logistyczne, finansowe i głęboko osadzone w globalnej gospodarce.
Techniczne spojrzenie na cenę złota: skok czy początek supercyklu?
Jak wysoko mogą jeszcze wzrosnąć surowce? To zależy od tego, czy świat będzie kontynuował swoją obecną ścieżkę konfrontacji i ostrożności. Jeśli ryzyko geopolityczne się nasili, czy to przez agresywniejsze działania na Ukrainie, pogorszenie stosunków Chiny-USA, czy dalsze napięcia w globalnych łańcuchach dostaw, istnieje wszelka podstawa, by sądzić, że złoto i srebro mają jeszcze przestrzeń do wzrostu.
Ale surowce są słynnie kapryśne. Niespodziewane zawieszenie broni, nieoczekiwane dane ekonomiczne czy jastrzębie przesunięcie w polityce banków centralnych mogą szybko zmienić narrację. Na razie jednak impuls jest jasny: aktywa trwałe są poszukiwane nie tylko jako zabezpieczenie przed inflacją czy osłabieniem walut, ale jako ubezpieczenie przeciwko światu, który staje się coraz bardziej niestabilny.
W takich czasach inwestorzy nie kupują tylko metali – kupują spokój ducha.
W chwili pisania artykułu złoto lekko się wycofuje po znaczącym wzroście. Wycofanie następuje w strefie kupna, co przemawia za wznowieniem byczego ruchu cenowego. Słupki wolumenu pokazujące pewną byczą tendencję w ciągu ostatnich kilku dni dodatkowo podkreślają ten pozytywny obraz.
Jeśli wzrost cen się zmaterializuje, możemy zobaczyć rajd w kierunku rekordowego poziomu 3 500 dolarów. Jeśli nastąpi spadek, ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomach 3 250 i 3 160 dolarów.

Jak wysoko może wzrosnąć złoto? Możesz spekulować na cenę tego żółtego metalu za pomocą konta Deriv X oraz Deriv MT5.

Czy rynek amerykański stracił blask, czy tylko chłód?
Przez lata rynki USA były wzorem globalnych inwestycji – eleganckie, dominujące i niezawodnie rosnące. Ale nagle pieniądze zaczęły odpływać.
Uwaga: Od sierpnia 2025 roku nie oferujemy już platformy Deriv X.
Przez lata rynki USA były wzorem globalnych inwestycji – eleganckie, dominujące i niezawodnie rosnące. Ale nagle pieniądze zaczęły odpływać. Inwestorzy z Europy i Azji wycofują miliardy z funduszy powiązanych z USA, i to nie powoli, lecz niczym sprint do wyjścia.
Co się dzieje? Czy to znak, że amerykański blask gospodarczy zaczyna gasnąć, czy po prostu jesteśmy świadkami impulsywnej reakcji na kolejną rundę politycznych fajerwerków z Waszyngtonu?
Powrót Trumpa do Białego Domu i jego szerokie nowe taryfy wyraźnie przestraszyły globalny kapitał. Ale czy inwestorzy przesadzają, czy wreszcie przemyślają swoją wieloletnią miłość do rynków USA?
Inwestorzy opuszczają rynki USA: zmiana nastrojów czy coś głębszego?
Między grudniem a kwietniem globalne fundusze akcyjne z wyłączeniem USA zanotowały imponujący napływ 2,5 miliarda dolarów.

To nie tylko odbicie, to rekordowe odwrócenie po trzech latach stałych odpływów. Co ważne, większość tych pieniędzy napłynęła w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Dla inwestorów coś pękło.
Co to wywołało?
Taryfy Trumpa nie były tylko odważne – były niespodziewane, szerokie i szybkie. Rynki nie lubią niespodzianek, a ta podniosła brwi w salach zarządów i na parkietach handlowych. Obawa nie dotyczy tylko napięć w globalnym handlu; chodzi o to, że USA, niegdyś stabilne centrum inwestycyjnego wszechświata, zaczynają wyglądać na politycznie nieprzewidywalne. Taka nieprzewidywalność niepokoi kapitał, ale nie udawajmy, że to tylko polityka.
Globalna realokacja inwestycji: czy ochłodzenie USA jest spóźnione?
Przez większą część ostatniej dekady inwestorzy masowo inwestowali w USA – i dlaczego mieliby tego nie robić? Indeks S&P 500 przewyższał niemal każdy inny główny indeks, napędzany przez gigantów technologicznych i pozornie niekończącą się hossę. Do 2024 roku wiele globalnych portfeli było mocno przeważonych w USA, czasem nawet nieświadomie.

Fundusze śledzące indeksy, takie jak MSCI World, wykonywały ciężką pracę, a ponieważ USA stanowiły ponad 70% z nich, dywersyfikacja była bardziej iluzją niż rzeczywistością.
W tym kontekście ta ostatnia zmiana może nie być paniką. Może po prostu była spóźniona.
W końcu, jeśli Twój portfel jest wypchany akcjami USA, szczególnie szybko rosnącymi nazwami technologicznymi jak Tesla i Nvidia, a te nazwy chwiejnie się zachowują, pewne zrównoważenie jest po prostu rozsądne. Dodaj do tego napięcia handlowe, polityczne zawirowania i wysokie wyceny, i nie dziwi fakt, że inwestorzy zaczynają patrzeć gdzie indziej. Europa, Azja i rynki wschodzące wracają na radar, nie dlatego, że nagle zaczęły przewyższać wyniki, ale dlatego, że nie niosą ze sobą tych samych obciążeń.
Gdy inni się wycofują, niektórzy widzą okazję
Co ciekawe, podczas gdy wielu zmierza do wyjścia, niektórzy, jak europejska potęga private equity EQT, wzmacniają swoje zaangażowanie. Ich założyciel, Conni Jonsson, zasugerował, że teraz może być idealny moment na ekspansję w USA, podczas gdy inni są zbyt przestraszeni, by konkurować. Kontrariańskie? Zdecydowanie. Ale to także przypomnienie, że to, co dla niektórych wygląda jak masowa ucieczka, dla innych może być polowaniem na okazje.
Myślenie EQT jest strategiczne. Jeśli inni się wycofują, wyceny mogą spaść, cele przejęć staną się bardziej dostępne, a firma z długoterminową wizją może cicho budować siłę, podczas gdy reszta rynku się martwi. To nie jest zakład, że USA są wolne od problemów – wręcz przeciwnie.
To zakład, że obecna fala strachu może być przesadzona.
Więc co tak naprawdę się dzieje?
Ostatecznie nie chodzi o upadek USA ani o pełną globalną reorganizację – przynajmniej na razie. Ale to wskazuje na punkt zwrotny. Przez lata USA były domyślnym wyborem dla kapitału. Teraz są kwestionowane – nie porzucane, ale badane w sposób, jakiego nie widziano od dawna.
Czy to tymczasowe ochłodzenie, czy trwała zmiana, zależy od dalszych wydarzeń. Jeśli polityka Trumpa nadal będzie niepokoić rynki lub jeśli inwestorzy instytucjonalni będą dalej oceniać swoje narażenie na ryzyko USA, możemy być świadkami początku bardziej zrównoważonej ery globalnych inwestycji – nie wyjścia z USA, lecz końca ich automatycznej dominacji.
Czy więc amerykański rynek stracił blask, czy tylko chłód?
Według analityków na razie to głównie to drugie. Ale jeśli nerwy inwestorów przerodzą się w długoterminową realokację, odzyskanie blasku może potrwać nieco dłużej.
Techniczne spojrzenie na S&P 500
W chwili pisania S&P 500 zanotował znaczący spadek. Na dziennym wykresie widoczna jest tendencja spadkowa, choć słupki wolumenu pokazują niemal równą presję sprzedających i kupujących – co sugeruje potencjalną konsolidację cen. Jeśli S&P 500 zanotuje wzrost, ceny mogą napotkać opór na poziomach 5 980 i 6 144 dolarów. Z drugiej strony, jeśli S&P 500 będzie dalej spadać, wsparcie może pojawić się na poziomach 5 790 i 5 550 dolarów.

Czy S&P 500 szykuje się do wielkiego powrotu? Możesz spekulować na rynkach USA za pomocą Deriv X i Deriv MT5.

Wieloryby Bitcoin wstrzymują się, podczas gdy XRP zyskuje cichą impetę
Bitcoin przebywa blisko historycznych szczytów, nagłówki szumią, a GameStop właśnie kupił za pół miliarda dolarów. Więc dlaczego wieloryby, posiadacze dużych ilości Bitcoin, cicho przenoszą monety na giełdy?
Bitcoin utrzymuje się w pobliżu rekordowych poziomów, nagłówki buzują, a GameStop właśnie swobodnie kupił aktywa warte pół miliarda dolarów. Dlaczego więc wieloryby, czyli duzi posiadacze Bitcoin, cicho przenoszą monety na giełdy?
Dane on-chain wskazują, że niektórzy z największych graczy w grze zwalniają tempo. Nie zbierają BTC jak dawniej, zamiast tego powoli zmierzają w stronę wyjścia.
Czy to sygnał ostrzegawczy? A może to po prostu zwykła dramaturgia w nigdy-nie-nudnej historii krypto?
Wieloryby Bitcoin naciskają hamulec
Analitycy blockchain zauważyli coś interesującego: te olbrzymie portfele, posiadające ponad 10 000 BTC, zwane wielorybami, nie są już w trybie akumulacji. Według Glassnode ich wskaźnik trendu akumulacji spadł do 0,4.

Tłumaczenie? Jesteśmy teraz na etapie „czas zrealizować zyski”.
Co więcej, te portfele, z których wiele kupowało, kiedy BTC oscylowało wokół 75 000 dolarów, teraz przenoszą monety na giełdy. Historycznie rzecz biorąc, to nie przypadek. Tak właśnie wieloryby działają przed sprzedażą.
Czy Bitcoin osiąga szczyt?
Niekoniecznie. Gdy Bitcoin osiąga duży rajd, jest normalne, że duzi posiadacze realizują zyski. To nie oznacza, że szczyt jest już za nami, tylko że mądre pieniądze robią to, co potrafią najlepiej: zarządzają ryzykiem.
Pojawiła się też fala optymizmu po Konferencji Bitcoin 2025 w Las Vegas – od pro-krypto ogłoszeń politycznych po plotki o narodowej rezerwie Bitcoin. Cały ten szum tworzy idealne tło, by wieloryby sprzedawały na sile, gdy inni są w euforii.
Ale bądźmy jasni: wieloryby nie są jasnowidzami. Są po prostu bogaci i racjonalni. Ich ruchy zwykle odzwierciedlają szerszy cykl rynku - nie jakiś panikujący sygnał wewnętrzny.
Instytucjonalny zakup Bitcoin
Podczas gdy wieloryby redukują pozycje, instytucje nadal dokładają. W tym tygodniu GameStop ujawnił zakup 4 710 BTC, czyli około 500 milionów dolarów, jako część swojej odważnej inwestycji w aktywa cyfrowe.
MicroStrategy również nie próżnuje. Właśnie dodał kolejne 4 020 BTC, zwiększając swoje łączne zasoby do oszałamiającej liczby 580 250 monet.

Podczas gdy niektórzy zdejmują żetony ze stołu, inni idą all in. Jeśli już, to długoterminowa wiara w Bitcoin wciąż stoi wysoko.
Ruch strategicznej rezerwy XRP
Mówiąc o zaufaniu do kryptowalut, XRP robi swoje własne nagłówki. Webus International właśnie ogłosił plany zebrania 300 milionów dolarów na budowę strategicznej rezerwy XRP. Cel? Wykorzystać XRP do zasilania płatności transgranicznych w sieci transportowej opartej na sztucznej inteligencji.
I nie jest to jedyny, który wskakuje na wagonik XRP. VivoPower, spółka energetyczna notowana na Nasdaq, niedawno zapewniła 121 milionów dolarów na uruchomienie własnej strategii skarbca XRP - zostając pierwszą publicznie notowaną firmą, która to zrobiła.
Z byłym członkiem zarządu Ripple, Adamem Traidmanem, dołączającym jako doradca oraz znaczącym wsparciem rodziny królewskiej, jasne jest, że XRP nie tylko podąża za hype'em - przyciąga poważne pieniądze.
Prognoza ceny Bitcoina na 2025 rok
W krótkim terminie Bitcoin może być nieco niestabilny. Waha się między 107 tys. a 109 tys. dolarów, a jeśli sprzedaż przez wieloryby się nasili, możemy zobaczyć test poziomów wsparcia.
Ale jeśli spojrzymy szerzej, to według analityków nie jest to krach - to chwila oddechu. Portfele średniej wielkości oraz mniejsi posiadacze nadal gromadzą, co sygnalizuje zaufanie u podstaw.
A co z frontem XRP? Zainteresowanie instytucjonalne rośnie, wraz ze strategiami skarbca, plotkami o ETF i rosnącym zastosowaniem w realnych płatnościach.
Wniosek: nie pozwól, by hałas wielorybów zbił Cię z tropu. Niezależnie od tego, czy jesteś w Bitcoinie, XRP, czy obu, pamiętaj, że rynki poruszają się cyklami. Kluczem jest pozostanie skupionym, a nie zdenerwowanym.
Techniczne spojrzenie na Bitcoina: Spadek wielorybów czy wzrost instytucjonalny?
Wieloryby sprzedają. To się zdarza. Zrobili przyzwoity zysk i teraz zarządzają ryzykiem. To nie znaczy, że niebo się zawala – po prostu rynek ochładza się po gorącej serii.
Tymczasem instytucje kupują, detaliści trzymają, a szerszy trend adopcji nadal postępuje.
Pytanie nie brzmi, czy wieloryby sprzedają. Chodzi o to, czy masz plan, który to wytrzyma. W chwili pisania BTC krąży wokół historycznych szczytów w strefie kupna – co sugeruje potencjalne dalsze wzrosty. Bycza narracja jest kwestionowana przez słupki wolumenu wskazujące dominującą presję sprzedaży w ciągu ostatnich kilku dni. Byki mogą napotkać ścianę oporu na historycznym szczycie, a jeśli nastąpi spadek, ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomach 102 800, 93 400 i 82 800 dolarów.

Czy Bitcoin znalazł swój szczyt na razie? Możesz spekulować na BTCUSD za pomocą konta Deriv MT5.

Dlaczego ceny ropy mogą być napięte tego lata
Wraz z początkiem lata rynki ropy naftowej szykują się na sezon gwałtownych ruchów i mieszanych sygnałów.
Wraz z początkiem lata rynki ropy naftowej szykują się na sezon gwałtownych ruchów i mieszanych sygnałów. Według doniesień nagłówki dotyczące podaży przyciągają uwagę – wycofanie Chevron z Wenezueli, pożary lasów w Kanadzie oraz OPEC+ robiący minimum. A popyt? Wciąż półprzytomny, mimo że sezon letnich podróży samochodem jest na horyzoncie.
Geopolityka dolewa oliwy do ognia: negocjacje nuklearne USA-Iran, zmieniające się napięcia handlowe i rozmowy o sankcjach utrzymują traderów w stanie napięcia.
To nie jest rynek o klarownym kierunku. To rynek, który może gwałtownie, szybko i często się zmieniać. Zapnij pasy.
Zakłócenia w dostawach ropy
Zacznijmy od dramatu w Wenezueli. Powiedziano Chevron, że nie może już eksportować ropy surowej z tego kraju – ruch, który natychmiast redukuje podaż do USA, gdzie rafinerie muszą teraz szukać zaopatrzenia gdzie indziej. Najbardziej prawdopodobne? Bliski Wschód. To nie tylko zmiana w ilości baryłek, to zmiana w geopolitycznym ryzyku.
Jednocześnie kanadyjskie pożary lasów zagrażają produkcji z piasków roponośnych i niewiele musiałoby się stać, by przerodziło się to w poważny niedobór – zwłaszcza jeśli popyt się zwiększy (więcej o tym za chwilę).
A potem jest OPEC+. Grupa zebrała się i nic nie zrobiła – żadnych cięć produkcji, bez podwyżek, tylko niejasną obietnicę przyszłych decyzji. Kolejne spotkanie zaplanowano na sobotę 31 maja, gdzie mniejsza grupa może zgodzić się na niewielkie zwiększenie produkcji w lipcu. Ale z problemami z przestrzeganiem ustaleń, które już prześladują sojusz, trudno powiedzieć, czy to oznacza więcej baryłek, czy po prostu więcej szumu.
Popyt na ropę nie idzie naprzód w zawrotnym tempie
Teraz druga połowa obrazu: popyt.
O tej porze roku zazwyczaj następuje wzrost zużycia paliwa, zwłaszcza w USA, gdzie wyjazdy samochodowe i wakacyjne podróże zwiększają zużycie benzyny. Ale jak dotąd był to raczej powolny marsz niż sprint. Zapas jest nadal stosunkowo wysoki, a wczesne wskaźniki sugerują, że sezon letnich podróży samochodem może być bardziej stonowany niż oczekiwano.
Chiny, na które wielu liczyło, by napędzać globalny popyt, również nie zdają egzaminu. Ożywienie po COVID-19 jest letnie, a aktywność przemysłowa pozostaje nierówna. To nie do końca historia wzrostu, na którą liczyli byki na rynku ropy.

Krótko mówiąc, strona popytowa nie umarła, ale zdecydowanie nie uzasadnia cen ropy na poziomie 90 dolarów.
Geopolityka i ropa
Gdy fundamentalne czynniki podaży i popytu stają się tak niejasne, ropa zwykle reaguje na politykę. I nie brakuje ich.
USA i Iran wracają do stołu, można powiedzieć, próbując ożywić porozumienie nuklearne. Jeśli cokolwiek zostanie podpisane, co jest dużym 'jeśli', może to oznaczać szybki powrót irańskiej ropy na rynek. To dzika karta, której traderzy nie mogą ignorować.
Tymczasem UE i USA zdają się znowu zbliżać, a Bruksela cicho przygotowuje grunt pod głębsze powiązania handlowe. Jeśli przełoży się to na poprawę aktywności gospodarczej, może to trochę ożywić popyt.
Nie zapominajmy o wszechobecnym tle sankcji wobec Rosji. Eksport ropy z Rosji okazał się zaskakująco odporny mimo globalnych wyzwań nagłaśnianych w mediach.

Jakiekolwiek nowe środki lub niespodzianki ze strony egzekwowania przepisów mogą wywołać kolejne wstrząsy w podaży.
Co to wszystko oznacza dla rynku ropy?
Mówiąc wprost: nie spodziewaj się spokojnej jazdy.
Ceny ropy mogą gwałtownie wzrosnąć z powodu zakłóceń w podaży, niespodzianki ze strony OPEC+ lub gwałtownego napięcia geopolitycznego. Równie dobrze mogą gwałtownie spaść, jeśli irańska ropa wróci na rynek, popyt pozostanie słaby lub zapasy się zwiększą.
To nie jest rynek, na którym fundamenty wyraźnie wskazują na wzrost lub spadek. To rynek emocjonalny, sterowany nagłówkami i bardzo wrażliwy.
I to właśnie z tego powodu to lato może być jednym z najbardziej nieprzewidywalnych, jakie widzieliśmy od dawna.
Analiza techniczna ropy
W chwili pisania obserwujemy znaczący wzrost cen ropy w strefie sprzedaży - co wskazuje na potencjalną korektę. Jednak słupki wolumenu obrazują malejącą presję sprzedaży, przygotowując scenę pod potencjalny wzrost cen. Jeśli ceny dalej wzrosną, możemy zobaczyć je zatrzymane przy poziomie oporu 64,00 USD.
Znaczący wzrost cen może spowodować, że znajdą one sufit na poziomie 71,00 USD. W przeciwieństwie do tego, jeśli zobaczymy spadek w strefie sprzedaży, ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomach 60,15 USD i 57,30 USD.

Czy ceny ropy będą nadal rosnąć? Możesz spekulować na temat OIL za pomocą konta Deriv MT5.

Czy dominacja dolara amerykańskiego pęka, czy tylko chwiejnie się trzyma?
To był ciekawy tydzień dla najbardziej obserwowanej waluty świata.
To był intrygujący tydzień dla najbardziej obserwowanej waluty świata. Dolar amerykański pokazał trochę spektaklu – zyskując na wartości dzięki optymistycznym nastrojom konsumenckim i chwiejności jena. Jednak pod nagłówkami rośnie przekonanie, że w królestwie dolarów nie wszystko jest całkiem w porządku.
Od napięć celnych po rosnący dług USA, a nawet Christine Lagarde swobodnie sugerująca, że euro może się umocnić, dominacja dolara nie jest już tak niezachwiana, jak kiedyś się wydawało. Czy więc obserwujemy początek powolnej erozji globalnej potęgi dolara, czy to tylko kolejna przerwa w długim okresie odporności?
Przyjrzyjmy się, co tak naprawdę napędza te ruchy i gdzie mogą pojawiać się pęknięcia.
Rajd dolara: krótkoterminowa siła, długoterminowe pytania
Rajd dolara w tym tygodniu był bardziej efektem względnej słabości gdzie indziej niż spektakularnych wydarzeń w gospodarce USA. Japoński jen osunął się pod presją po gwałtownym spadku rentowności długoterminowych japońskich obligacji rządowych, co wiązało się ze spekulacjami, że Ministerstwo Finansów Japonii może ograniczyć emisję superdługich obligacji.

Ten spadek rentowności wystraszył byków jena i dał dolarowi trochę oddechu.
Do tego doszło lepsze od oczekiwań odczytanie zaufania konsumentów w USA za maj, i dolar miał wystarczająco paliwa, by się chwilowo wzmocnić. Ale pod powierzchnią brew u kłębi się więcej niż tylko niepewności.

Kashkari zachowuje spokój
Podczas gdy niektórzy traderzy chwycili się danych o zaufaniu konsumentów jako oznaki rozpędzającej się gospodarki, Federalny Komitet Otwartego Rynku pozostaje ostrożny. Prezes Fed w Minneapolis Neel Kashkari ostudził każde hawkskie podekscytowanie, sugerując, że stopy powinny pozostać na miejscu, dopóki nie będzie jasności co do wpływu rosnących ceł na inflację.
Kashkari ostrzegał przed „patrzeniem przez” szoki cenowe po stronie podaży, co nawiązuje do chaotycznych, nieprzewidywalnych efektów ubocznych, jakie polityka handlowa może mieć na ceny. Jego ton był wyważony, ale przesłanie jasne: wciąż wiele może pójść nie tak.
Potencjalna alternatywa dla Euro
Euro nie miało tak dobrego tygodnia. Inflacja we Francji spadła do najniższego poziomu od grudnia 2020 roku, co obciążyło wspólną walutę i dało dolarowi kolejną względną przewagę.
Mimo to prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde dodała prowokujący komentarz do dyskusji. Mówiąc na początku tego tygodnia, zasugerowała, że euro mogłoby stać się wiarygodną alternatywą dla dolara, jeśli – i to jest duże jeśli – UE wzmocni swoje ramy finansowe i bezpieczeństwa.
To była bardziej wizja niż wyrok, ale sam fakt toczącej się rozmowy wskazuje na oznaki przesuwających się piasków w światowych finansach.
Napięcia handlowe na pierwszym planie
Na froncie handlowym prezydent Trump wycofał groźbę nałożenia 50% ceł na import z UE w przyszłym miesiącu, co uspokoiło rynki i podniosło nastroje na ryzyko. Niemniej jednak podstawowe obawy nie zniknęły.
Zarówno inwestorzy, jak i decydenci są świadomi, że eskalacja ceł, czy to z UE, Chinami czy gdzie indziej, może spowolnić wzrost gospodarczy i podgrzać inflację. Ostrożność Fed to odzwierciedla, i dlatego wielu na rynku wciąż niechętnie wycenia zbyt wczesne obniżki stóp, nawet jeśli inflacja na razie wydaje się pod kontrolą.
Dług rządowy i wzrost gospodarczy
A potem jest jeszcze słoniątko w pokoju: dług rządu USA. Nowy projekt ustawy dotyczący wydatków i podatków bill wędruje przez Kongres, spodziewany jest dodanie trylionów do już i tak obciążonego bilansu kraju. Chociaż niektórzy analitycy uważają, że może to nieco poprawić stosunek deficytu do PKB, niewiele osób jest przekonanych, że postawi to USA na trwałej ścieżce fiskalnej.
Nie dziwi więc fakt, że nikt nie jest zachwycony. Konserwatyści uważają, że cięcia nie posunęły się wystarczająco daleko; progresywiści, że poszły za daleko we złych miejscach. Rynki jak na razie zachowują spokój – ale długoterminowe konsekwencje utrzymującego się deficytu trudno ignorować.
Perspektywy USDJPY: Pęknięcia w koronie, czy tylko zużycie?
Czy więc supremacja dolara jest zagrożona? W krótkim terminie – raczej nie. Dolar pozostaje światową walutą numer jeden, szczególnie w czasach zmienności. Jednak narasta chór ostrożności - zarówno ze strony bankierów centralnych, jastrzębi fiskalnych, jak i analityków geopolitycznych.
Prawdziwym ryzykiem może nie być gwałtowne zdetronizowanie, lecz powolna erozja. W miarę jak globalni gracze, tacy jak UE, pracują nad wzmocnieniem swoich instytucji, a Stany Zjednoczone zmagają się z narastającym długiem i podziałami politycznymi, dominacja dolara może stać się mniej absolutna.
W momencie pisania pary USD/JPY obserwujemy wzrost, gdy dolar odbija się w górę. Odbicie w obszarze sprzedaży sugeruje, że może zostać ograniczone. Jednak słupki wolumenu pokazują obraz silnej presji byków, która jest kontrastowana przez słabszą presję sprzedających, co sugeruje potencjalny dalszy wzrost.
Jeśli zobaczymy dalszy wzrost, cena może napotkać ściany oporu na poziomach $145,40 i $148,00. Z drugiej strony, jeśli nastąpi spadek, ceny mogą być utrzymywane na poziomie wsparcia $142,20.

Chcesz handlować dolarem? Możesz spekulować na temat kierunku pary USD/JPY za pomocą konta Deriv MT5.
.webp)
Wyniki Nvidia i Salesforce w centrum uwagi, gdy AI wchodzi w drugą falę
Pierwsza fala boomu AI miała wystarczająco dużo szumu, by zasilić małe centrum danych. Jednak wraz z rozpoczęciem sezonu wyników inwestorzy przenoszą uwagę ze spektaklu na substancję.
Uwaga: Od sierpnia 2025 roku nie oferujemy już platformy Deriv X.
Pierwsza fala boomu AI to był ogień i błysk, zapierające dech w piersiach demonstracje, niedobory GPU i tyle szumu, że mogło to zasilić małe centrum danych. Jednak wraz z rozpoczęciem sezonu wyników inwestorzy przenoszą uwagę ze spektaklu na substancję. Pytanie nie brzmi już tylko, co AI potrafi, ale kto potrafi to skalować i, co ważniejsze, kto za to otrzymuje zapłatę.
Nvidia i Salesforce znajdują się na przeciwległych końcach łańcucha wartości AI, ale obie przygotowują się do uważnie obserwowanych raportów kwartalnych w tym tygodniu. Nvidia, niekwestionowany król sprzętu AI, przeżyła historyczny wzrost popytu – ale presja regulacyjna i rosnąca konkurencja zaczynają ją doganiać. Salesforce natomiast stara się udowodnić, że jej platforma zasilana AI, Agentforce, to coś więcej niż tylko błyszczący dodatek – to silnik wzrostu dla kolejnej fazy technologii korporacyjnych.
W miarę jak generatywna AI przechodzi z laboratoriów i nagłówków do sal zarządów i bilansów, stawki się zmieniają. Nie chodzi już o to, kto wszedł wcześnie; chodzi o to, kto poprowadzi drugą falę.
Nvidia: na fali, ale z kilkoma chmurami na horyzoncie
Zacznijmy od Nvidia. Wall Street spodziewa się kolejnego znakomitego kwartału, kontynuującego imponujący wzrost przychodów.

Producent chipów ma prognozowane przychody na poziomie 43,4 miliarda dolarów, co oznacza oszałamiający wzrost o 66% rok do roku, oraz zysk netto przekraczający 21 miliardów dolarów. Tak się dzieje, gdy twoje GPU są praktycznie kręgosłupem nowoczesnej AI.
Ale nawet technologiczna elita nie może ignorować geopolityki. Ograniczenia eksportowe do Chin już kosztowały Nvidia miliardy – dokładnie 5,5 miliarda dolarów odpisu związanego z chipami H20. CEO Jensen Huang nie owijał w bawełnę, nazywając politykę USA „porażką”, która bardziej zaszkodziła amerykańskiej innowacji niż ambicjom Chin. Dodajmy do tego ograniczenia w dostawach i firmy Big Tech tworzące własne chipy, a droga przed Nvidia wygląda na nieco bardziej wyboistą niż w ostatnich kwartałach.
Mimo to Nvidia pozostaje złotym standardem infrastruktury AI. Pytanie brzmi, czy jej wycena odzwierciedla przyszły potencjał, czy jest już wyceniona na perfekcję. Inwestorzy będą uważnie nasłuchiwać wszelkich oznak osłabienia popytu, zwłaszcza gdy świat przechodzi od rozwoju AI do jej wdrażania.
Integracja AI w Salesforce: od obietnic do dowodów
Jeśli Nvidia jest handlarzem broni boomu AI, Salesforce stara się być strategiem – sprzedając narzędzia, które pomagają firmom faktycznie używać AI. Jej najnowszy produkt to Agentforce, platforma zasilana AI, która zdobyła solidne wczesne zainteresowanie ponad 3 000 płacących klientów. Jest elegancka, zintegrowana ze Slackiem i zaprojektowana, by zwiększyć efektywność obsługi klienta, prognozowania sprzedaży i nie tylko.
Ale poprzeczka jest wysoko ustawiona. Podstawowy wzrost przychodów Salesforce zwolnił do około 9%, a choć marże i przepływy pieniężne się poprawiają, firma musi pokazać, że AI może znacząco przyspieszyć wzrost przychodów.

Analitycy oczekują non-GAAP EPS na poziomie 2,54 USD, co oznacza wzrost o 4% rok do roku – godne uwagi, ale nie przełomowe.
W tym kwartale zadaniem Salesforce jest udowodnienie, że Agentforce to nie tylko kosmetyczna zmiana na starej platformie. Czy AI naprawdę może pomóc szybciej zamykać transakcje? Czy może zmniejszyć odpływ klientów, zwiększyć produktywność i uzasadnić wyższe poziomy subskrypcji? To pytania, na które inwestorzy chcą znać odpowiedzi.
Prawdziwy test: AI w działaniu w przedsiębiorstwach
Wyszliśmy poza fazę AI, w której wystarczyło imponować inwestorom. Teraz chodzi o imponowanie CFO, kierownikom operacji i nabywcom IT – osobom, które muszą uzasadnić wydatki rzeczywistymi rezultatami. W tym kontekście Nvidia i Salesforce reprezentują dwa różne zakłady na przyszłość AI.
Wyzwanie Nvidia to utrzymanie impetu na dojrzałym, konkurencyjnym rynku. Wyzwanie Salesforce to udowodnienie, że jej narzędzia AI działają w rzeczywistości – i że klienci są gotowi za nie płacić.
Co je łączy, to presja. Presja, by sprostać wysokim oczekiwaniom. Presja, by pokazać, że AI to coś więcej niż punkt na mapie produktu czy rozmowie o wynikach, oraz presja, by dostarczyć jasność na rynku, który już przeszedł jedną falę szumu.
Perspektywy techniczne: Kto poprowadzi drugą falę AI?
Pierwsza fala AI dotyczyła możliwości – budowania modeli, chipów, infrastruktury. To była historia Nvidia. Druga fala to praktyczność: wbudowywanie AI w procesy, poprawa wyników biznesowych i udowadnianie zwrotu z inwestycji. Tu muszą się wykazać firmy takie jak Salesforce.
W obliczu nadchodzących wyników światło reflektorów pada na tych dwóch gigantów technologicznych. Nvidia musi bronić swojej korony. Salesforce musi udowodnić, że zasłużyła na miejsce przy stole.
Tak czy inaczej, ten tydzień może pomóc ukształtować kolejny rozdział w AI dla przedsiębiorstw – nie tylko kto buduje przyszłość, ale kto ją faktycznie sprzedaje.
W chwili pisania Nvidia wykazuje pewną presję kupna na wykresie dziennym. Przy cenach obecnie oscylujących wokół strefy sprzedaży można rozważyć możliwość korekty. Jednak słupki wolumenu pokazują, że presja kupna rośnie, co przemawia za ruchem wzrostowym. Jeśli byki przejmą kontrolę, ceny mogą napotkać ścianę oporu na poziomie 135,95 USD. W przypadku znaczącego spadku ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomach 113,92 i 104,80 USD.

Salesforce z kolei wykazuje pewną presję sprzedaży na wykresie dziennym w strefie sprzedaży – co sugeruje potencjalne dalsze spadki. Narracja niedźwiedzia jest również wspierana przez słupki wolumenu pokazujące rosnący impet spadkowy. W przypadku znaczącego spadku ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomie 262,75 USD. Jeśli nastąpi odbicie, ceny mogą napotkać opór na poziomach 290 i 330 USD.

Czekasz na wyniki Nvidia i CRM? Możesz spekulować na temat ruchów cen Nvidia i CRM za pomocą Deriv MT5 lub konta Deriv X.

Wyniki akcji Apple wyglądają na poobijane, ale jeszcze nie złamane.
Apple nie jest przyzwyczajony do bycia tym odstającym - zwłaszcza nie w elitarnym kręgu technologii. Podczas gdy reszta „Wspaniałej Siódemki” ostatnio cieszy się dobrą passą, akcje Apple cicho zeszły na minus.
Apple nie jest przyzwyczajony do bycia tym odstającym - zwłaszcza nie w elitarnym kręgu technologii. Podczas gdy reszta „Wspaniałej Siódemki” ostatnio cieszy się dobrą passą, akcje Apple cicho zeszły na minus. Spadek o ponad 20% w tym roku i gorsze wyniki w maju w porównaniu z rówieśnikami sprawiają, że najcenniejsza marka świata nagle wydaje się mniej niezniszczalna.
Co stoi za tym spadkiem? Mieszanka polityki, problemów produkcyjnych i kilku celnych słów Donalda Trumpa, który teraz grozi 25% taryfą na iPhone'y nieprodukowane w Stanach Zjednoczonych. Dla firmy, która spędziła lata na budowaniu precyzyjnie dostrojonego globalnego łańcucha dostaw, to spore zaskoczenie — i takie, które już wystraszyło rynki.
Ale zanim skreślisz Apple jako firmę po szczycie, warto zagłębić się trochę bardziej. Czy to naprawdę znak problemów w Cupertino — czy tylko krótkotrwały uraz na solidnym biznesie?
Zagrożenia taryfowe Apple i efekt Trumpa
Wszystko zaczęło się (ponownie) od posta na Truth Social. Donald Trump publicznie przypomniał CEO Apple, Timowi Cookowi, że oczekuje, iż iPhony sprzedawane w USA będą produkowane w USA. Nie w Indiach. Nie w Chinach. Nigdzie indziej. Jeśli nie, Apple powinno się spodziewać zapłacenia „przynajmniej” 25% taryfy. To nie jest zbyt subtelne.
Dla firmy, która obecnie nie produkuje iPhone'ów na amerykańskiej ziemi, to poważny problem. Apple już przenosi niektóre części produkcji z Chin do miejsc takich jak Indie i Wietnam — częściowo, by dywersyfikować, a częściowo, by uniknąć wcześniejszych taryf. Jednak najwyraźniej to nie wystarczy, by zadowolić prezydenta.
Rynki także nie były zachwycone. Akcje Apple spadły o ponad 3% po tych uwagach, co oznacza ósmy kolejny dzień strat.

Choć taryfa brzmi jak mocny nagłówek, to coś więcej niż tylko słowa. Łańcuch dostaw Apple to nie coś, co można zmienić z dnia na dzień. Analitycy mówią, że pełne przeniesienie produkcji do USA może zająć pięć do dziesięciu lat — i podnieść cenę iPhone’a do około 3500 USD. To trudna sprzedaż.
Krótkoterminowy ból, długoterminowe zaufanie?
Mimo politycznego hałasu analitycy nie rezygnują. W rzeczywistości wielu zachowuje spokój. Gil Luria z D.A. Davidson porównuje to do turbulencji w trakcie lotu — niewygodne w danej chwili, ale nie powód, by porzucać podróż.
Dlaczego optymizm? Bo biznes Apple nie opiera się na krótkoterminowych nagłówkach. Jest budowany na słynnym, silnym ekosystemie. Gdy masz iPhone’a, zaskakująco łatwo jest wpaść w posiadanie MacBooka, AirPods, Apple Watch — nie wspominając już o rosnącej liście usług. Taka lojalność klientów jest trudna do zerwania, nawet przy groźbie taryf.
Jeśli na Apple zostaną nałożone taryfy, prawdopodobnie dotkną także Samsung i innych globalnych producentów smartfonów. To wyrównuje warunki gry i sprawia, że Apple nie jest gorsze pod względem konkurencyjności. Wciąż jednak, w zależności od tego, jak dużo kosztów Apple poniesie samodzielnie, a ile przekaże konsumentom lub dostawcom, może to chwilowo obniżyć zyski.
Czy więc Apple nadal jest wart inwestycji?
Tu robi się ciekawie. Akcje Apple są wyceniane na około 26-krotność prognozowanych zysków — nieco taniej niż niektóre z pozostałych spółek Wspaniałej Siódemki, takich jak Nvidia czy Microsoft. Jednak oczekuje się, że będzie też rosnąć wolniej. Jego skumulowana roczna stopa wzrostu (CAGR) na trzy lata jest szacowana na nieco ponad 9%.

Wolniejszy wzrost nie oznacza braku wzrostu. Apple jest wciąż niezwykle zyskowne, z silnym przepływem gotówki i jedną z najbardziej ikonicznych marek na świecie. I choć nagłówki były dramatyczne, większość analityków zgadza się, że nie jest to kryzys strukturalny, lecz raczej polityczny spór, przeplatany nerwowością rynku.
Prawdziwym problemem mogą nie być same taryfy, lecz zmieniający się ton między Trumpem a Cookiem. W pierwszej kadencji mieli stosunkowo ciepłe relacje. Teraz? Nie do końca. To może utrudnić negocjacje, jeśli Trump wygra drugą kadencję i przekształci swoją retorykę taryfową w działanie.
Perspektywy techniczne:
Apple może być poobijany, ale według analityków jest daleki od załamania. Groźby taryfowe są realne, a wyniki akcji niewątpliwie słabe, ale fundamenty pozostają silne. To firma z głębokim kapitałem, lojalną bazą klientów i linią produktów, które przyciągają ludzi z powrotem.
Czy więc czas na panikę? Prawdopodobnie nie. Czy czas na uważną obserwację? Zdecydowanie tak. Bo niezależnie od tego, czy Apple przeniesie produkcję do USA, jedno jest jasne: presja polityczna nie zniknie. A najwyraźniej też Apple.
W chwili pisania Apple wykazuje oznaki odbicia w strefie sprzedaży. Wykres słupkowy pokazuje, że presja kupujących rośnie — co dodaje wiarygodności perspektywie wzrostowej. Jeśli zobaczymy odbicie, ceny mogą napotkać opór na poziomach 212,40 USD i 223,35 USD. Jeśli nastąpi spadek, ceny mogą znaleźć wsparcie na poziomie 192,96 USD.

Czy śledzisz Apple? Możesz spekulować na temat trajektorii ceny akcji Apple za pomocą konta Deriv MT5 lub Deriv X.
Nie znaleźliśmy żadnych wyników pasujących do .
Wskazówki wyszukiwania:
- Sprawdź pisownię i spróbuj ponownie
- Użyj innego słowa kluczowego